Ostatni czas wiele we mnie zmienił i zmienia. Mam za sobą bardzo trudne doświadczenie, o którym jeszcze napiszę, oraz ZLOT. Zlot to niesamowita impreza organizowana przez Latajacą Szkołę dla Kobiet, w której szkoliłam się kiedyś biznesowo. Ale to, co dzieje się na Zlocie, wykracza daleko poza sferę biznesową. To przestrzeń, w której dzieje się magia...


Kiedy pisałam powieść, żyłam równocześnie w dwóch światach: w świecie moich bohaterów i swoim własnym. Pamiętam, że kiedy musiałam wyjśc z emocji moich bohaterów i na przykład napisać do kogoś maila, inaczej pisałam, jakbym nie umiała tak do końca opuścić tego powieściowego swiata. A może po prostu ta powieść tak mnie zmieniała? Teraz czuję się podobnie, bo przez 3 dni byłam w innym świecie, tworzonym przez 250 kobiet, które chcą się wzajemnie wspierać. Tworzą taką rzeczywistość, w której chce się żyć! Gdzie jest siostrzana energia w miejsce zawiści i rywalizacji. Gdzie kobiety dzielą się swoimi historiami, robią emocjonalny striptiz po to, żeby pomóc innym. Gdzie w jednym pomieszczeniu mieści się 250 królowych, a nie tylko jedna. I ja ciągle jestem w tej energii, i oby ona we mnie długo trwała. Czuję, jak działa, jak leczy rany, jak mnie zmienia, choćby to, jak o sobie myślę.


Jednym z celów bycia na Zlocie jest wypromowanie swojego biznesu, więc przy różnych okazjach mówisz o tym, czym się zajmujesz. Nic dziwnego więc, że znów stanęłam przed tym samym problemem: zdefiniowania tego, co ja tak właściwie robię i na czym polega mój biznes. Mówi się, że takie przedstawienie się powinno trwać 15 sekund – tyle, ile trwa przejazd windą. Okej, to co ja mam mówić? Że projektuję i szyję, choć nie jestem krawcową, że jestem filozofem, choć nie pracuję na uczelni, że piszę piosenki, nagrywam płyty i śpiewam, choć nie jestem po Akademii Muzycznej, że właśnie napisałam powieść dla młodzieży, choć wcale nie myślałam, że potrafię? To wszystko prawda o tym, co robię, ale trudno uznać to za konkretny i łatwy do zapamiętania przekaz, więc się wkurzam, że mam problem.


Rozmawiamy o tym z dziewczynami przy obiedzie, nie dochodzimy do żadnych konkretnych wniosków. A wieczorem uczestniczymy w Gali, podczas której padają różne ważne słowa. Dla mnie szczególnie ważne w tym kontekście było wystąpienie Agi Kozak, która jeszcze niedawno miała ten sam problem, co ja. Wyrzucała sobie, że robi wszystko, i chce robić wszystko, i nie umiała się na to zgodzić. W końcu uznała, że przecież takie są kobiety: chcą i potrafią przyjmować różne role w życiu, lubią obfitość w każdej sferze i nie ma co z tym walczyć. Opowiedziała nam historię o tym, że przypadkowo poznany mężczyzna powiedział jej, czym ona się zajmuje i pokreślił to słowem „soulfood”. Ona przyjęła to za swoje i poczuła ulgę.


I wtedy ja zaczęłam myśleć nad sobą. Faktycznie, choć uwielbiam swoją twórczość i robię to, bo „muszę, inaczej się uduszę”, czasem sama na siebie krzywo patrzę, że znów mnie nosi, że znów muszę zrobić coś nowego, że nie mogę usiedzieć w miejscu i skupić się na jednym. Doszłam do tego, że wstydzę się przyznać sama przed sobą, że jestem artystką. Inni tak o mnie mówią, a ja o sobie nie! Bo to takie pretensjonalne, mówić o sobie „jestem artystką”. Co inni sobie o mnie pomyślą, kiedy tak będę mówić? Że się wywyższam albo że nie mam prawa, bo nie jestem po żadnym artystycznym kierunku studiów? I co z tego! Inną osobę, która robi to, co ja, od razu nazwałabym artystką, dlaczego więc sama boję się o sobie tak myśleć? Czas przestać się bać, czas spojrzeć prawdzie w oczy: jestem artystką. Twórzę na wielu płaszczyznach, które potrafię ze sobą połączyć. I nie jest to wywyższanie się, to pokora – rozumiana jako umiejętność stawania w prawdzie o sobie. A prawda o mnie jest taka, że jestem artystką. Dlaczego więc z tym walczyć? Po co tracić energię na udawanie, że jest inaczej, niż jest?


Wychodzę więc dzisiaj do Was i mówię: jestem Monika Małgorzata Lis i jestem artystką.


Wcale nie jest to łatwe! Ale mam poczucie, że jest to właściwe. Dlatego wydrukowałam sobie te dwa plakaty, które powieszę na ścianie obok zlotowego plakatu Ali Wilczyńskiej, żeby sobie o tym przypominać i się z tym oswajać.


Pewnie powinnam powiedzieć, że jestem artystką i przedsiebiorcą! I znów narazić się na komentarze pod tytułem: to się wyklucza! Jak widać na załączonym obrazku, wcale się nie wyklucza ;) Kobiety są jednak mistrzyniami w godzeniu sprzeczności ;)


podziel się komentarzem