Nowy Rok tuż-tuż, wszyscy piszą albo podsumowania, albo plany na nowe przedsiewzięcia. A ja? A ja też mam plan, ale ten plan brzmi: odpuścić.




Ostatnie dwa lata dla mnie to było prawdziwie szaleństwo, i biznesowe, i twórcze. Na fali tych działań ostatnio miałam mnóstwo dylematów, co z manufakturą, bo wciąż wydawało mi się, że za mało robię. Dzieliłam się tymi rozterkami z Wami, miałam nawet plan udać się na konsultacje coachingowe. Coaching jakoś nie doszedł do skutku, ale za to rozwiazania same do mnie przyszły.


I do czego doszłam? Do tego, że za bardzo się spinam, a to nigdy do niczego dobrego nie prowadzi. I że jedyną moją motywacją do rozwoju firmy są pieniądze (zwiększenie zysku), a już zdążyłam się przekonać, że jeśli to jest jedyna motywacja, to na długo mi ona nie wystarczy, i znów: do niczego dobrego mnie to nie doprowadzi. Poza tym na myśl o tym, żeby teraz poświęcać cały swój czas na rozwijanie manufaktury, zatrudnianie nowych osób, wynajęcie lokalu, zainwestowanie w maszyny, byłam przybita, a nie uradowana. Okazało się, że tego typu rozwój nie jest dla mnie, a przynajmniej nie w tym momencie. W związku z tym postanowiłam odpuścić i ponieść się trochę fali życia, zobaczyć, gdzie mnie doprowadzi.


I gdzie mnie doprowadziła? Przyszły zlecenia, i to całkiem spore, szyję teraz personalizowaną sukienkę na obronę doktoratu, a w kolejce czeka 20 szat dla chóru gospel. Jednocześnie tych zleceń było trochę mniej niż zazwyczaj o tej porze roku, ale w ogóle mnie to nie martwiło, bo mogłam zająć się... pisaniem powieści (po więcej informacji o książce zapraszam na monikamalgorzatalis.pl). Było dokładnie tak, jak powinno, miałam tyle zleceń, żeby jednocześnie móc poświęcać się innej pracy twórczej. Zwłaszcza, że w międzyczasie nagrywałam wokal na naszą nową płytę i potrzebowałam też przestrzeni, żeby się na tym skupić. W zeszłym roku szyłam do ostatniej chwili przed Wigilią, byłam przemęczona i zniechęcona, i to wcale nie było dobre, ani dla mnie, ani dla moich klientów.


Przestałam się spinać i nagle wszystko wskoczyło na swoje miejsce, zaczęło płynąć własnym rytmem. A ja wreszcie odetchnęłam! Co nie znaczy, oczywiście, że nie dbam o finanse firmowe; znaczy to tyle, że nie spedzają mi one snu z powiek, a ja dzięki temu mogę swobodnie działać. I pytać samą siebie: po co chcesz więcej zarabiać? Na co chcesz wydać te pieniądze? W co chcesz zainwestować?


Moja myśl na Nowy Rok brzmi: skup się na tym, co dla Ciebie najważniejsze, a resztę sobie odpuść. Daj się poprowadzić życiu, działaj, a wszystko nagle wskoczy na swoje miejsce. Tę mysl kieruję i do siebie, i do Ciebie, może Tobie też się ona przyda na to nowe otwarcie :)


podziel się komentarzem